Reklama
HISTORIA

Brylanty w popiele, świdermajery w ogniu. Pożary dawnego Otwocka

Przedwojenny Otwock płonął częściej, niż mogłoby się wydawać. Ogień trawił drewniane wille, pensjonaty i świdermajery, zostawiając po sobie popiół, straty i ludzkie dramaty. Wśród tych historii są nieszczelne kominy, tajemnicze podpalenia, beczki z benzyną i brylanty, których szukano w pogorzelisku.
Brylanty w popiele, świdermajery w ogniu. Pożary dawnego Otwocka
Widok na plant kolejowy z wieży ratusza otwockiego. Widokówka z okresu międzywojennego. Ze zbiorów Pawła Ajdackiego
i Czatownia OSP fot. Informator Otwocki

Pożary wybuchały przed wojną w milionach miast polskich i rozprzestrzeniały się błyskawicznie. Paliły się głównie domy drewniane, stodoły pełne zbiorów. A w Otwocku płonęły świdermajery, których piękno znikało w językach ognia błyskawicznie.

Przedwojenny Otwock wielokrotnie stawał w płomieniach. Pożary wybuchały nagle i błyskawicznie trawiły drewniane wille, pensjonaty i domy mieszkalne. Czasem ich przyczyną były nieszczelne kominy, innym razem – celowe podpalenia. W ogniu ginęły nie tylko budynki, ale także ludzkie marzenia i dorobek całego życia. Jakie były kulisy tych dramatycznych wydarzeń? Oto opowieść o pożarach, które wstrząsnęły miastem. 

Przeanalizowałam pożary przedwojenne w Otwocku i mam wrażenie, że było ich znacznie więcej niż w innych miasteczkach. W ostatniej dekadzie tuż przed wojną, wiele. O niektórych z nich opowiem i wybaczcie mi dzielni strażacy, że nie będzie to opowieść o waszej bohaterskiej pracy. Zaciekawił mnie powód i scenariusz każdej pożogi z czerwonym kurem jako głównym niszczycielem. 

Krótka notatka z 1917 r. na temat OSP powstałej w 1913 r. w Otwocku

Ogień przy Żeromskiego i Górnej - pensjonaty zamieniały się w pułapki

7 kwietnia 1933 r. Kurjer Warszawski donosił, że w willi A. Szwajcera był pożar. Willa ta stała przy ul. Żeromskiego w Otwocku. Pożar wybuchł z niewiadomych przyczyn. Ogień podsycany silnym wiatrem szybko objął cały drewniany budynek. Na miejsce pożaru przyjechała sprawnie straż ogniowa i pomimo jej wysiłków, budynek spłonął doszczętnie. Nie zdołano nic uratować. Na stałe w tym budynku mieszkała rodzina Kamienieckich i pozostali bez dachu nad głową i sprzętów potrzebnych do codziennego życia. Willa Szwajcera była pensjonatem. Co jakiś czas można było przeczytać reklamę w prasie o tym, że czeka tu dla gości 16 wykwintnych pokojów, bawialnia i jadalnia. Mamy też lakoniczny opis wcześniejszego pożaru. 30 czerwca 1931 r. wybuchł groźny pożar w willi Buksnera przy ul. Górnej 22. I tu też ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Pensjonat najwidoczniej nie był przystosowany do szybkiej ewakuacji gości, bo jedynym wyjściem, aby uratować życie, była ewakuacja przez okna. Tak o tym pisze Kurjer Warszawski: 

„W płonącym domu rozgrywały się przerażające sceny – wszystkie bowiem wyjścia, wobec gryzącego dymu i buchającego ognia były odcięte. Mieszkańcy wyskakiwali z okien, przyczem p. Frankensztatnówna doznała wstrząsu mózgu”. 

Willa spłonęła. Dwanaście rodzin pozostało bez dachu nad głową.

Widok tarasu pensjonatu Rozkosz Szwajcera / fot: Informator Otwocki

Tajemnica brylantów ze spalonej willi

Czatownia OSP fot. Informator Otwocki

Jeszcze mieszkańcy Otwocka nie zapomnieli o pożarze w willi Buksnera, gdy zaczął płonąć następny pensjonat. Pożar rozpoczął się w lipcu 1931 r. Tak o tym pisze dziennikarz, świadek pożaru: 

„W Otwocku spłonęła pewna willa prywatna wraz ze wszystkim, co się w niej znajdowało. Mieszkańcy willi ponieśli ogromne straty, zwłaszcza p. Ulicki i Tennenbaum, którzy posiadali przechowane w tejże willi znaczne kapitały, ulokowane w brylantach”. 

Ogień wybuchł, w czasie, gdy większość mieszkańców była we wnętrzu domu. Najpierw zaczęły płonąć schody. Mieszkańcy uciekali w popłochu, co spowodowało dezorganizację ewakuacji i połączone z tym tragiczne wypadki. Zeskakująca z wysokości lokatorka Chaja Frankenstein i jej dwie córki 25-letnia Michla i 24-letnia Estera odniosły przy skoku ciężkie urazy.  Nadto strażacy wydobyli z płomieni 8 ciężko poparzonych dzieci. Panowie Ulicki i Tennenbaum usłyszeli krzyki i alarm, w popłochu uciekli ze swoich pokoi, nic nie zabierając. Brylanty pozostały wewnątrz płonącego budynku. Nie było możliwości do niego wejść ze względu na płomienie i gryzący dym. Gdy ugaszono pożar ludzie z okolicznych domów, gdy dowiedzieli się o tym, że w pogorzelisku są brylanty, rozpoczęli przegrzebywanie zgliszcz. W końcu wywiązała się awantura, wezwana policja postawiła posterunek na równe nogi. Nie dowiemy się niestety, jak się skończyła ta historia, bo twierdzono, że brylanty nie są odporne na wysokie temperatury i mogły nie wytrzymać żaru ognia. Ile w tym prawdy? Nie wiem.

Gdy ogień zbliżył się do magazynu paliwa

W dzienniku ABC z 1937 r. czytamy o przerażającej sytuacji związanej z pożarem domu Judela Pamana znajdującego się obok dworca kolejowego. Płomienie z płonącego domu przerzuciły się na dach domu sąsiedniego. Obok domu Pamana znajdował się skład pana Nobla, gdzie w chwili pożaru znajdowało się 30 tys. litrów nafty i 5 tys. litrów benzyny w beczkach. W każdej chwili potężny wybuch mógłby zniszczyć śródmieście miasta. Zapadła szybka decyzja, aby na początku ewakuować magazyn Nobla. Gdy beczki z paliwem były w bezpiecznej odległości od ognia zaczęto lokalizować zarzewie ognia. W czasie akcji ratunkowej trzej strażacy: Bąk, Belka i Węgrzynowicz stali na dachu płonącego budynku, gdy na skutek przepalenia się więźby dachowej dach runął. Strażacy doznali ciężkich obrażeń. Niestety pożar zdołano opanować dopiero po kilku godzinach. Komisja zbadała przyczynę pożaru i tu okazało się, że zawiniły nieszczelne przewody kominowe. Jeden z przewodów kominowych po prostu pękł. Oszacowano straty na 20 tys. zł.

Reklama pensjonatu Szwajcera z 1931 r., który spłonął prawdopodobnie w 1933 r. fot. zbiory ms

Ogień na rogu Kościelnej i Warszawskiej - złośliwe podpalenie czy przypadek?

Warszawski Dziennik Narodowy opisał pożar składu kosmetyków istniejący w 1936 roku na rogu ulic Kościelnej i Warszawskiej. Petarda zawierała widocznie materiały zapalające, bo w okamgnieniu zaczęło płonąć wszystko, co było wokół niej. Pożar rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Ogień wkrótce przeniósł się na sąsiednie budynki, w których był zakład fryzjerski i sklep z obuwiem „Renoma”. Straż pożarna przeprowadziła szybką akcję, ale mimo starań ogień strawił wszystko, czyli i sklepy, i towar. Straty szacowano na około 20 tys. zł. Na miejsce pożaru przyjechała policja i oddziały rezerwy powiatowej. Śledczy ustalili, że to było złośliwe podpalenie. Komisarz Brzęczyk, który kierował akcją śledczą, zarządził aresztowania 8 osób wywodzących się z grupy narodowców. Szybko jednak ich zwolniono, bo mieli mocne alibi. Udowodnili, że w czasie przed i w trakcie pożaru byli na poświęceniu placówki Stronnictwa Narodowego w Otwocku. Śledczy podsumowali, że: cytuję

 „róg Warszawskiej i Kościelnej jest najbardziej ruchliwym miejscem w Otwocku, tędy bowiem prowadzi droga z dworca kolejki i kolei szerokotorowej do śródmieścia, podłożenie więc tutaj petardy w ciągu dnia jest niemożliwe”. 

Pozostawiam to oświadczenie policyjne bez komentarza. Bo mamy rok 1936 r. i będą się zdarzać niedługo pożary w ruchliwych miejscach miasta i będą na pewno skutkiem złośliwych podpaleń.

Ulica Kościelna w Otwocku. Widokówka z okresu międzywojennego. Ze zbiorów Pawła Ajdackiego

Gdy zapłonął dach pensjonatu "Savoy" – walka z ogniem i stratami

Pożar pensjonatu „Savoy”, którego właścicielem był Mendel Liperman, rozpoczął się od II piętra. Najpierw zapaliła się ściana szczytowa i ogień przedostał się na dach. Pożar gasiła ochotnicza straż pożarna z Otwocka, nadjechały również drużyny z okolic. Mimo że okazało się, że są trudności z wodą, strażacy ugasili pożar, uratowano dużą część budynku. Straty wynosiły i tak około 8 tys. zł. Pan Mendel Lipeman ubezpieczył na szczęście swój budynek na 124 tys.

Na tym zakończę opowieść o otwockich pożarach. I mam nadzieję, że czas ten przeszedł do historii i nigdy się już nie powtórzy.

Tytuł z Warszawskiego Dziennika Narodowego fot. zbiory ms

 

Przeczytaj również:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Przegląd Regionalny. MIKAWAS Sp. z o.o. z siedzibą w Piasecznie przy ul. Jana Pawła II 29A, jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Link do Polityki prywatności: LINK

Komentarze

Reklama
Reklama
TYNKI GIPSOWE I TRADYCYJNE TYNKI GIPSOWE I TRADYCYJNE Tynki gipsowe i tradycyjne, zapraszam do kontaktu 604415352Kompleksowe prace tynkarskie w Twoim domu.Od ponad 20 lat specjalizujemy się w wykonywaniu cementowo-wapiennych i gipsowych tynków maszynowych oraz tradycyjnych. Wyróżnia nas wieloletnie doświadczenie i wąska specjalizacja, dzięki której możesz zyskać pewność, że Twoje tynki będą wykonane bardzo szybko i solidnie. Nasz zespół tynkarski pracuje przede wszystkim na terenie województwa mazowieckiego. Realizujemy zlecenia zarówno w budynkach użyteczności publicznej oraz w magazynach, jak również w domach jednorodzinnych i mieszkaniach. Wszystko po to, by pomieszczenia były perfekcyjnie chronione przed czynnikami zewnętrznymi. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą oraz do kontaktu.Tynki maszynoweStworzone z myślą o tynkowaniu większych powierzchni, pozwalają na efektywniejsze zabezpieczanie ścian w porównaniu do metod klasycznych. Tynki maszynowe wykonuje się przy wykorzystaniu aplikacji maszynowych, dzięki czemu sam proces nakładania tynku jest bardzo szybki. Ten rodzaj tynków bywa często stosowany np. w hotelach czy w szpitalach, a także w innych budynkach wyróżniających się dużym metrażem. Co ważne, tynkowane maszynowe może przebiegać nawet 3 razy szybciej w porównaniu do tradycyjnego tynkowania z wykorzystaniem betoniarki. To optymalny wybór dla osób, którym zależy na maksymalnym skróceniu prac wykonawczych.Tynki cementowo-wapienneTradycyjne, solidne tynki, które można stosować zarówno we wnętrzach pomieszczeń, jak i na zewnątrz. Ich zaletą jest duża wytrzymałość i zapewnienie lepszej ochrony ścian przed pękaniem. Ponadto tynki cementowo-wapienne pochłaniają nadmiar wilgoci, a więc chronią przed rozwojem grzybów na ścianach. To optymalny wybór dla całego domu, w tym do miejsc typu kuchnia czy łazienka. Tynki cementowo-wapienne wyróżnia doskonała trwałość, dlatego często wybiera się je do pomieszczeń, w których łatwo o uszkodzenia mechaniczne, np. do warsztatów. Nakładanie takiego tynku jest jednak pracochłonne, dlatego warto wybierać do tego zadania doświadczoną ekipę.Tynki gipsoweUniwersalny sposób tynkowania ścian, który zapewnia perfekcyjnie gładką powierzchnię. Tynki gipsowe są jedną z najchętniej wybieranych metod gipsowania ścian oraz sufitów. Taki tynk gwarantuje uzyskanie maksymalnie gładkiej powierzchni w pomieszczeniu, dzięki czemu nie musisz stosować opcjonalnej warstwy gładzi. Jednocześnie tynki gipsowe wyróżniają się przyjaznym, ekologicznym składem, dlatego są częstym wyborem do domów czy mieszkań. Ułatwiają też utrzymanie optymalnego poziomu wilgotności w pomieszczeniach, a więc w efekcie powietrze w pokoju nie jest ani zbyt suche, ani zbyt wilgotne. Nie powinno się jednak stosować ich w miejscach, w których wilgotność przekracza 70%.https://tynki-maszynowe.eu/ Jeśli jesteś zainteresowany usługami tynkowania w województwie mazowieckim, skontaktuj się z nami, by zarezerwować ekipę jeszcze dziś! Nie musisz czekać wiele miesięcy na wolny termin. W firmie Wukowicz pracuje aż 12 różnych ekip tynkarskich. Dzięki temu możemy zagwarantować ciągłość tynkowania w Warszawie i innych miastach na terenie województwa mazowieckiego. Postaw na dobrą jakość, sprawdzoną firmę i szybką realizację. Wybierz usługi tynkarskie PPHU Tynki Karol Wukowiczi ciesz się solidnym wykonaniem! 
Reklama