Ma za sobą służbę w rozpoznaniu, misję w Afganistanie i lata wojskowego doświadczenia. Przez długi czas był związany z elitarnym 18. Pułkiem Rozpoznawczym. Prywatnie jest mężem i ojcem, a zawodowo człowiekiem, który łączy wojskowy profesjonalizm z pasją do sportu i strzelectwa.
Teraz ppłk Arkadiusz Korczak dowodzi 61. Batalionem Lekkiej Piechoty w Książenicach, należącym do Wojsk Obrony Terytorialnej. Jednostka obejmuje swoim zasięgiem siedem powiatów: garwoliński, grodziski, otwocki, piaseczyński, pruszkowski, warszawski zachodni i żyrardowski.
W rozmowie ppłk Korczak opowiada o swojej drodze do wojska, doświadczeniach zdobytych w rozpoznaniu i służbie w Afganistanie. Mówi także o tym, jak chce szkolić żołnierzy, co uważa za najważniejsze w dowodzeniu oraz jakie plany ma wobec batalionu.
Zawód żołnierza jest trudny, odpowiedzialny i wymagający. Co sprawiło, że wybrał Pan właśnie tę ścieżkę zawodową?
Służba w wojsku od zawsze była dla mnie czymś więcej niż tylko zawodem. To była świadoma decyzja i poczucie misji. Już od młodych lat interesowałem się wojskiem, byłem harcerzem, więc można powiedzieć, że skórę miałem przesiąkniętą mundurem zanim jeszcze wstąpiłem do wojska. Z czasem to zainteresowanie przerodziło się w konkretny cel. Chciałem robić coś, co ma realne znaczenie – dla bezpieczeństwa kraju, ale też dla ludzi wokół mnie. To wymagająca droga, ale daje ogromną satysfakcję i poczucie sensu.
Jak wspomina Pan swoją służbę w PKW Afganistan? Jakie najważniejsze doświadczenia z tej misji wykorzystuje Pan dziś w pracy z żołnierzami?
Misja w Afganistanie była jednym z najważniejszych doświadczeń w mojej służbie. To tam teoria bardzo szybko zderza się z praktyką. Nauczyła mnie przede wszystkim działania pod presją i odpowiedzialności za innych. Dziś staram się przekazywać te doświadczenia żołnierzom, zwracam uwagę na realizm szkolenia, przygotowanie do sytuacji nieprzewidywalnych i znaczenie wzajemnego zaufania w zespole.
Jakie są Pana pierwsze cele jako dowódcy 61 BLP?
Przede wszystkim chcę kontynuować rozwój batalionu, który już funkcjonuje i ma swoje fundamenty. Moim celem jest podniesienie poziomu wyszkolenia, dalsze zgrywanie pododdziałów oraz budowanie silnego, zgranego zespołu. Bardzo ważna jest dla mnie także współpraca z lokalną społecznością i umacnianie roli batalionu w regionie.
Czy Pana pasja do strzelectwa i sportu wpływa na podejście do szkolenia? Jakie obszary będą priorytetem?
Zdecydowanie tak. Uważam, że przykład idzie z góry. Jeżeli dowódca dba o podnoszenie swoich umiejętności i formę, to naturalnie przekłada się to na żołnierzy. Początkowo skupię się na podstawach: strzelectwie, taktyce oraz ratownictwie pola walki. Duży nacisk kładę na wychowanie fizyczne. Wysoka sprawność jest konsekwencją samodyscypliny, która jest niezbędna u żołnierza.
Jak udaje się Panu łączyć wymagającą służbę wojskową z życiem rodzinnym?
To nie zawsze jest łatwe, bo służba wojskowa wymaga dużego zaangażowania i dyspozycyjności. Kluczowe jest wsparcie rodziny – bez niego trudno byłoby funkcjonować w tym zawodzie. Staram się każdą wolną chwilę poświęcać bliskim i zachować równowagę między służbą a życiem prywatnym. Rodzina daje mi stabilność i motywację do dalszego działania.
Jaką wizję rozwoju ma Pan dla 61 BLP?
Chciałbym, aby 61 batalion był jednostką dobrze wyszkoloną, zdyscyplinowaną i gotową do działania w każdych warunkach. Widzę go jako silny element systemu bezpieczeństwa regionu, oparty na zaangażowanych i kompetentnych żołnierzach. Kluczowe będzie konsekwentne budowanie zdolności oraz rozwijanie współpracy z innymi służbami i społecznością lokalną.
Jak podkreśla dowódca, kluczem do sukcesu są ludzie: ich zaangażowanie, umiejętności i gotowość do ciągłego doskonalenia. To właśnie na tych fundamentach będzie budował przyszłość batalionu.

Napisz komentarz
Komentarze