Reklama

Mama zabrała trzylatka na słynny szlak Camino. Razem przeszli 150 kilometrów. „Mamo, ubieraj mnie, idziemy”

To niezwykła i odważna podróż mamy z powiatu otwockiego! Gdy powiedziała, że przejdzie 150-kilometrowy szlak z małym Antosiem, wiele osób pukało się w czoło. Jak wyglądała ich podróż?
Mama zabrała trzylatka na słynny szlak Camino. Razem przeszli 150 kilometrów. „Mamo, ubieraj mnie, idziemy”
Pani Aleksandra i Antoś to mieszkańcy powiatu otwockiego.

Aleksandra Kasprzak, mieszkanka powiatu otwockiego, razem z 3,5-letnim Antosiem pokonała około 150 kilometrów portugalskiego szlaku Camino de Santiago, który prowadzi przez hiszpańską Galicję. Przez osiem dni wędrowali przez miasta, wsie, lasy, plaże i górskie ścieżki. Choć wiele osób wątpiło, że wyprawa z tak małym dzieckiem może się udać, to właśnie syn okazał się jej największym wsparciem.

Marzenie silniejsze niż obawy 

Pani Aleksandra marzyła o Camino od lat. – Zaczęło się od książek Paulo Coelho „Pielgrzym” i „Alchemik”. Potem przeczytałam wspomnienia z tej podróży Conrado Moreno. Wtedy Camino było w sferze nierealnych marzeń, zwłaszcza że mam małego synka  – opowiada mama chłopca. Kiedy zdecydowała się spełnić to marzenie, nie chciała czekać, aż syn będzie starszy, ani zostawiać go na dwa tygodnie w domu. Uznała, że macierzyństwo nie musi oznaczać rezygnacji z własnych planów, i kupiła bilety dla siebie oraz Antosia. – Najbardziej zależało mi na tym, żeby zobaczył, jak walczę o swoje marzenie. Chciałam, żeby była to dla nas piękna, choć trudna przygoda. Dla mnie ta wyprawa miała być też sposobem na odzyskanie własnej siły. Chciałam, żeby Antoś zobaczył to, co w świecie jest najpiękniejsze – podkreśla pani Aleksandra.

„Jakbym chciała wejść na K2 bez tlenu”

Wielu znajomych radziło jej, żeby odłożyła wyprawę o kilka lat. Gdy napisała w mediach społecznościowych, że chce samotnie przejść Camino z trzylatkiem, spotkała się z falą niedowierzania. – Komentarze były takie, jakbym chciała zimą wejść na K2 bez tlenu albo przepłynąć Amazonkę na własnoręcznie zbudowanej tratwie – wspomina z uśmiechem. Pani Aleksandra uważa jednak, że podróż może być dla małego dziecka ważnym doświadczeniem. – Nawet jeśli nie zapamięta nazw miejsc czy zabytków, zapamięta emocje. Będzie czuł atmosferę i doświadczał świata wszystkimi zmysłami – tłumaczy mama chłopca. I dodaje, że w podróży dziecko widzi, jak rodzic radzi sobie z trudnościami, podejmuje decyzje i reaguje na niespodziewane sytuacje. Poza tym pani Aleksandra wiedziała też, że Antoś dobrze znosi wyjazdy. Tłumaczy, że synek miał już za sobą kilkanaście lotów samolotem oraz podróże pociągami i autobusami. Wcześniej razem objechali komunikacją publiczną hiszpańską wyspę La Palma. – Długi trekking był jednak dla nas czymś zupełnie nowym – przyznaje pani Aleksandra.

Jeden plecak i wózek na dużych kołach

Największym wyzwaniem okazało się pakowanie. Cały bagaż musiał zmieścić się w plecaku ważącym około 9 kilogramów. Pani Aleksandra zabrała ubrania na pięć lub sześć dni, podstawową apteczkę i najpotrzebniejsze rzeczy. Oprócz plecaka miała ze sobą wózek biegowy z dużymi, pompowanymi kołami.

– Zwykły wózek dziecięcy nie poradziłby sobie na trudnej, kamienistej trasie. W biegowym było więcej miejsca, więc Antoś mógł w nim odpocząć, zdrzemnąć się, poczytać albo schować przed słońcem. Przy wózku miał też torbę z wodą, przekąskami, książeczkami i ulubionymi zabawkami – wyjaśnia pani Aleksandra.

Camino w rytmie Antosia 

Pani Aleksandra z Antosiem najpierw polecieli z Warszawy do portugalskiego Porto. Stamtąd autobusem dotarli do hiszpańskiej Baiony, gdzie zaczyna się portugalski szlak Camino de Santiago. – Zależało mi, żeby przejść część szlaku prowadzącą nad oceanem – podkreśla mieszkanka powiatu otwockiego. 

Przez osiem dni pokonali około 150 kilometrów, wędrując przez miasta, wsie, lasy, plaże i górskie ścieżki. Dwa dni spędzili też w Fisterrze, nazywanej mitycznym Końcem Świata. To właśnie tam dawniej pielgrzymi kończyli swoją podróż, palili ubrania z pielgrzymki i kąpali się w oceanie. – Antoś każdego dnia przechodził kilka kilometrów o własnych siłach, a kiedy się męczył, odpoczywał w przyczepce – wspomina mama chłopca. – Nie narzucaliśmy sobie tempa. Zatrzymywaliśmy się, kiedy chciał obejrzeć kwiaty, pogłaskać psa czy pobawić się kamieniami. To nie był wyścig. Chodziło o wspólną drogę – opowiada pani Aleksandra.

Każdy dzień wyglądał trochę inaczej. Były dłuższe postoje, wspólne posiłki i noclegi w kolejnych miejscowościach. Jak podkreśla pani Aleksandra, najważniejsze było słuchanie potrzeb Antosia, a nie realizowanie planu za wszelką cenę.

Najtrudniejsze dni

Najbardziej wymagające były dwa górskie odcinki. Trasa prowadziła tam po stromych podejściach i zejściach oraz ścieżkach pełnych dużych kamieni. – To były dwa bardzo ciężkie dni. Bez pomocy innych pielgrzymów nie dalibyśmy sobie rady – przyznaje pani Aleksandra. I wspomina, że zarówno mieszkańcy, jak i pielgrzymi bez wahania pomagali jej na trudniejszych fragmentach trasy. – Wszyscy byli bardzo mili i pomocni. Antoś dostał po drodze mnóstwo drobnych prezentów i pamiątek. Ludzie często z nami rozmawiali i pytali, czy naprawdę idziemy tylko we dwoje aż do Santiago. Wiele osób robiło nam zdjęcia i wysyłało je swoim rodzinom. To było bardzo miłe – opowiada pani Aleksandra. 

Tylko raz spotkała się z krytyką. – Jedna pani komentowała za naszymi plecami, że to szaleństwo. Dzień później sama musiała zrezygnować z wędrówki przez poranione nogi. Chyba dopadła ją karma – mówi półżartem.

„Mamo, ubieraj mnie, idziemy” 

Pani Aleksandra obawiała się, że Antoś będzie tęsknił za tatą, rodzeństwem i domem. Tymczasem z każdym dniem coraz lepiej odnajdywał się na szlaku. Chętnie szedł o własnych siłach, rozmawiał z ludźmi i nauczył się pielgrzymiego pozdrowienia „Buen Camino”. – Kiedy mieliśmy ciężkie chwile, mówił: „Mamo, jeszcze się nie poddajemy. Wiem, że dasz radę, poradzisz sobie, pomogę ci”, i pchał ze mną wózek. Rano wstawał i mówił: „Mamo, ubieraj mnie, idziemy” – wspomina pani Aleksandra. I dodaje, że paradoksalnie to właśnie on był moim największym wsparciem i motywacją.

„Tam odzyskaliśmy wiarę w ludzi” 

– Odzyskałam poczucie, że mogę wiele osiągnąć. Ta droga nauczyła mnie też większego spokoju i pokazała, że nie tylko cel jest ważny, ale również każdy dzień po drodze – podkreśla pani Aleksandra. Jak dodaje, samotna podróż z dzieckiem oznacza znacznie większą odpowiedzialność, mało czasu na odpoczynek i konieczność przewidywania różnych sytuacji. – Warto mieć plan awaryjny, znać inne trasy, połączenia autobusowe i możliwość transportu bagażu. Sama świadomość, że w razie czego wiem, co zrobić, dawała mi spokój – tłumaczy.

Po powrocie najbardziej brakowało im życzliwości ludzi spotkanych na Camino. – Tam odzyskaliśmy wiarę w ludzi. Następnego dnia po powrocie zażartowałam, żeby Antoś pakował plecak, bo znowu idziemy. Uśmiechnął się od ucha do ucha. Do dziś często mówi, że chce wrócić, a kiedy widzi mapę, pyta, czy to mapa Camino – opowiada.

Pani Aleksandra już myśli o kolejnych wyprawach. Chciałaby przejść następny odcinek portugalskiego Camino, spróbować szlaku angielskiego, a w przyszłości spełnić marzenie o Mont Blanc.

Teraz mama z powiatu otwockiego inspiruje innych rodziców do podobnych wypraw. 

Fot. Archiwum prywatne
Fot. Archiwum prywatne

Czytaj także:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Przegląd Regionalny. MIKAWAS Sp. z o.o. z siedzibą w Piasecznie przy ul. Jana Pawła II 29A, jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Link do Polityki prywatności: LINK

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama