Alarmy bombowe to dla służb zawsze duża mobilizacja. Nawet jeśli szybko pojawia się podejrzenie, że zgłoszenie może być nieprawdziwe, policjanci nie mogą go zlekceważyć. Trzeba sprawdzić teren, ustalić źródło informacji, zabezpieczyć ewentualne dowody i upewnić się, że nikomu nic nie grozi. Tak było w połowie maja, gdy zgłoszenie o bombie dotyczyło Telewizji Polskiej.
Alarm w TVP
Nie każdy jest w stanie spokojnie słuchać tego, co nadaje Telewizja Polska. Jedni zmieniają kanał, inni wyłączają telewizor, jeszcze inni robią burzę w komentarzach. Tu jednak komuś puściły nerwy na tyle, że sięgnął po telefon. I to nie po to, żeby napisać skargę. Sfrustrowany mężczyzna zadzwonił dwa razy zadzwonił pod numer 112 i powiedział, że na terenie Telewizji Polskiej jest bomba, że zdetonuje ładunek. To postawiło na nogi wszystkie służby.
Po tych telefonach policjanci zaczęli sprawdzać, kto za tym stoi. W sprawę zaangażowali się funkcjonariusze z kilku komórek Komendy Stołecznej Policji, m.in. policjanci od terroru kryminalnego, przestępczości cyfrowej oraz dochodzeniówki. Czynności prowadzono wspólnie z Prokuraturą Okręgową w Warszawie.
Trop prowadził do powiatu otwockiego
Policjanci jak po nitce do kłębka dotarli do sprawcy alarmu bombowego w TVP. Trop doprowadził do 29-letniego mieszkańca powiatu otwockiego. Mężczyzna został zatrzymany. Podczas czynności zabezpieczono jego dwa telefony komórkowe i komputer. Usłyszał zarzut fałszywego zawiadomienia o zagrożeniu. – Sprawca fałszywego alarmu bombowego przyznał się do zarzucanego czyny – zaznacza rzecznik prasowy stołecznej komendy policji podkom. Jacek Wiśniewski.
Prokuratura wystąpiła do sądu o tymczasowy areszt. Sąd przychylił się do tego wniosku i 29-letni mieszkaniec powiatu otwockiego trafił do tymczasowego aresztu.




Napisz komentarz
Komentarze