Opowieść o hucie szkła Czechy w Trąbkach, to przekaz historii miejsca w ziemi garwolińskiej. To anegdota o harcie ducha hutników, o ich specyficznej, bardzo ciężkiej pracy i o tym jakimi drogami potoczyły się losy rodziny właścicieli huty Hordliczków.
Trąbki przed przybyciem Hordliczki
Pierwsza połowa wieku XIX, Trąbki były wówczas wsią folwarczną z osadą fabryczną Czechy założoną przez Ignacego Hordliczkę. Wówczas był tu powiat garwoliński, gmina Wola Rębkowska, parafia Garwolin. W 1564 roku wówczas Trompky były własnością Jana Głoskowskiego. W słowniku geograficznym z XIX w. pada określenie miejsca: staranne gospodarstwo, co daje do myślenia. Najwidoczniej geografom badającym te okolice, podoba się to co tu zobaczyli. A zobaczyli to, co stworzył Hordliczka. Huta wówczas zajęła pierwsze miejsce wśród zakładów krajowych. Kapitał zakładowy wynosił około 55 tys. rs. W 1860 r. huta posiadała piec do topienia szkła i wydymania zwykłych naczyń szklanych, był także piec do wydymania cylindrów szybowych, suszarnia drewna, miała tez machinę parową, szlifiernię itd. Huta w Czechach przerabiała rocznie 10 tys. pudów krzemionki. Kwarc sprowadzany był z Czech i Norwegii, biały piasek był dowożony z okolic Trąbek. Zakład zatrudniał 150 pracowników. I tu ciekawostka! Bo w osiedlu przy hucie był zatrudniony lekarz, istniała apteka i szkoła elementarna. Dość ciekawa organizacja zakładu jak na początki wyjątkowo drapieżnego kapitalizmu.
Hutnicy z garwolińskich lasów
Tygodnik Illustrowany z 1868 r pisał o hutnikach Hordliczki, że dziwny to naród, żyjący w lasach, zdyscyplinowany, bo piec hutniczy nie może wystygnąć nawet na chwilę. Trzeźwy i wyedukowany. Wszyscy muszą umieć pisać i czytać, a także przejść przeszkolenia w temacie wartości pracy. Muszą być pewni, że na stare lata nie zabraknie im chleba i dachu nad głową. Hordliczkowie budują osiedle robotnicze, w którym każda rodzina ma swoje mieszkania. Umiejętności hutników przechodzą z ojca na syna. Spędzanie wolnego czasu przez hutników też opisywane jest ciekawie. Nie była to zabawa w karczmie przy gorzałce, jak było przyjęte wówczas, tylko starano się organizować ciekawe zabawy i zawody sportowe, sowicie nagradzane, nagrodami z funduszu huty. Spora część załogi pochodziła z Czech, ojczyzny Ignacego Hordliczki i Niemiec. Przy takim traktowaniu pracowników i stylu prowadzenia firmy można się było spodziewać sukcesu. I ten przez dziesięciolecia był. Hordliczkowie w zgodzie dochodzą do bardzo dużego majątku. Przełom XIX i XX wieku wiele tu zmieni.

Rozpad rodziny i śmierć Kazimierza Hordliczki
W kontekście tego, o czym pisałam poprzednio, dalsze losy rodziny zdumiewają. Kazimierz rozwodzi się z Eugenią. Rozwód jest poprzedzony wzajemnymi oskarżeniami o niewierność. Kazimierz usiłuje umieścić żonę w zakładzie dla obłąkanych, taki był obyczaj wówczas. Żona przestaje być atrakcyjna, w oddali czeka kochanka, to warto żonę zamknąć, niech nie przeszkadza. Co gorsza Kazimierz i tu zupełnie mija się ze stylem postępowania przodków, robi wszystko, aby wydziedziczyć z majątku swoje czworo dzieci. Pozostawia rodzinę bez środków do życia. Często opisywana jest scena, jak do huty Czechy, do dworu, przyjeżdża syn Kazimierza Stefan i błaga ojca o rozmowę. Zostaje przyjęty na ganku. Kazimierz nie ma zamiaru przedłużać tego spotkania. Wszyscy są świadkami tej sceny. Wanda, już wtedy druga żona Kazimierza, płacze, jest najwidoczniej wstrząśnięta zachowaniem męża i komentuje to co widziała: zobaczysz, że wszyscy obwinią mnie, za twoje postępowanie.
Testament, który rozpalił spór o majątek
23 lutego 1920 roku w Paryżu Kazimierz umiera po operacji. Testament jaki zostawia jest początkiem awantury o majątek Hordliczków. Dzieci dostają tylko to, co gwarantuje im prawo, czyli niewiele. Cały majątek dostaje Wanda Hordliczka, a w razie jej śmierci jej brat. Eugenia Hordliczka, pierwsza żona, wnosi o unieważnienie małżeństwa Kazimierza z Wandą. Zdaniem Eugenii, Wanda nie powinna nosić nazwiska Hordliczków. Rodzina podważa testament. W procedurze negowania testamentu jest obowiązek zinwentaryzowania majątku nieruchomego i ruchomego. Wkraczają komornicy i wykonują żmudną pracę. Każdy przedmiot ma być spisany. Jest tego sporo, bo nie dość, że w Trąbkach, to jeszcze w nieruchomościach warszawskich. Rodzinnych interesów pilnuje Stefan Hordliczka.

Synowie w wojennej zawierusze, czyli losy Stefana i Jana do 1920 r.
Jan i Stefan po rozwodzie rodziców zaciągają się do wojska. Stefan do marynarki wojennej i służył od 1916 r. we Flocie Czarnomorskiej w stopniu porucznika. Zarobki przekazuje matce Eugenii. Już wtedy jego najbliżsi współpracownicy zauważyli zmiany w zachowaniu Stefana. Stał się odludkiem, często zmieniały mu się nastroje - od płaczu do śmiechu. Wydaje się, że z czworga rodzeństwa rozstanie rodziców, brak troski ojca o jego i rodzeństwa przyszłość on odczuł najbardziej.
Po zakończeniu pierwszej wojny obaj bracia przedostają się do wolnej Polski. Stefan walczy w wojnie 1920 r. I to jest też rok, jak już napisałam, w którym umiera Kazimierz.
Strzały w domu przy ul. Kapucyńskiej
O zdarzeniu z 23 marca 1922 r. napisano wiele historii, jeszcze więcej o sprawie sądowej. Dom, w którym rozegrała się tragedia znajdował się przy ulicy Kapucyńskiej w Warszawie. O ile Wanda, nie za bardzo ponoć energicznie, starała się o cały majątek po mężu, przeznaczony jej w jego testamencie, to ten dom na ul. Kapucyńskiej bardzo chciała zachować dla siebie. Dom i będące w nim wyposażenie. Toczące się postępowanie zmuszało Stefana i Wandę do spotkań. I tak się stało też w marcowy dzień 1922 roku. Wanda wiedziała z jaką nienawiścią patrzy na nią Stefan, skarżyła się znajomym, że się go boi, że ona zdaje sobie sprawę z tego, że jest w niebezpieczeństwie. I niestety była to samospełniająca się przepowiednia, przeczucie, a może konsekwencja niezgody.

Napisz komentarz
Komentarze