W ostatnich dniach na jednej z działek przy głównej ulicy w Gliniance w gminie Wiązowna, na terenach przeznaczonych pod zabudowę rekreacyjną, pojawiły się setki pojemników na odpady. O co chodzi?
Niepokój rośnie wraz z liczbą pojemników
– Skala tego procederu jest porażająca, co doskonale widać na zdjęciach z drona. To nie są tylko puste plastikowe i metalowe pojemniki na śmieci. Z terenu wydobywa się nieznośny fetor, ponieważ wiele z nich zawiera resztki gnijących odpadów. To bezpośrednie zagrożenie dla nas wszystkich – podkreśla Jacek Szulik, prezes stowarzyszenia „Eko Glinianka”, który nagłośnił sprawę w mediach społecznościowych.
W rozmowie z „Przeglądem” zwraca uwagę także na możliwe skutki sanitarne i środowiskowe. – Takie składowisko to idealne miejsce dla szczurów i insektów. Odcieki z brudnych pojemników wsiąkają prosto w ziemię. Istnieje też uzasadniona obawa, że podczas opadów deszczu zanieczyszczenia z tych pojemników mogą przenikać bezpośrednio do gleby i wód gruntowych. Poza tym w sąsiedztwie tej działki rośnie kilka drzew, które są pomnikami przyrody – mówi nam Jacek Szulik. I podkreśla, że ta działka w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego przeznaczona jest pod domy jednorodzinne i rekreację, a nie pod bazę śmieciową.
Skarga trafi do urzędów
Mieszkańcy nie zamierzają tego zostawić własnemu losowi, dlatego wspólnie ze stowarzyszeniem „Eko Glinianka” przygotowali pisemną skargę, pod którą obecnie zbierane są podpisy. Wskazują w niej, że na działce „od ponad tygodnia prowadzona jest działalność rażąco sprzeczna z Miejscowym Planem Zagospodarowania Przestrzennego”, a teren, który jest przeznaczony pod zabudowę mieszkaniową i rekreacyjną „został zamieniony w nielegalne składowisko i bazę sprzętu komunalnego”. W skardze zwrócono też uwagę, że problemem nie jest wyłącznie liczba zwożonych pojemników, ale również to, że część z nich zawiera resztki odpadów, które zaczęły śmierdzieć. Jak czytamy w piśmie, „jest to kolejna próba uczynienia z działki budowlanej uciążliwego składowiska, co spotyka się ze stanowczym sprzeciwem lokalnej społeczności”. Mieszkańcy domagają się pilnej kontroli sanitarnej, działań nadzoru budowlanego oraz nakazania uprzątnięcia terenu i wywiezienia pojemników w miejsce do tego przeznaczone. W najbliższych dniach skarga ma trafić do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Otwocku, Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Otwocku, Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie oraz Urzędu Gminy Wiązowna. W sprawę zaangażowała się także Grażyna Kilbach, przewodnicząca Rady Powiatu Otwockiego.
Mieszkańcy zbierają siły i podpisy
Skargę można podpisać do soboty, 25 kwietnia, w lokalnych sklepach w Gliniance i Woli Duckiej. Z kolei w czwartek, 23 kwietnia, około godz. 19 przy działce, na której składowane są pojemniki, mają zebrać się mieszkańcy. Na miejsce ma też przyjechać ekipa telewizyjna, która będzie prowadzić na żywo program „Prosto z Mazowsza”.
Lekaro odpowiada na zarzuty
Nieruchomość, na której składowane są pojemniki, należy do firmy Lekaro z Woli Duckiej, która działa w branży gospodarki odpadami. Mieszkańcy podejrzewają, że to, co dzieje się dziś w Gliniance, ma związek ze zmianą operatora odbioru odpadów m.in. w Wawrze. Do końca marca usługi świadczyło tam Lekaro, a od kwietnia zastąpiło je MPO. Wraz ze zmianą operatora rozpoczęła się także wymiana pojemników. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy firmę Lekaro. – Pojemniki, które znajdują się na wskazanej nieruchomości należącej do firmy, są puste i nie zawierają żadnych odpadów – zapewnia Leszek Zagórski, dyrektor firmy Lekaro. – Są przeznaczone do dalszego wykorzystania, a ich czasowe składowanie w tym miejscu ma związek z reorganizacją logistyki. Liczba pojemników oraz czas ich magazynowania wynikają z bieżących potrzeb operacyjnych firmy. Takie czasowe magazynowanie nie powoduje żadnych uciążliwości zapachowych ani nie stwarza zagrożenia dla środowiska. Podkreślamy, że sposób przechowywania pojemników jest zgodny z obowiązującymi przepisami prawa, nie wymaga uzyskania dodatkowych zgód administracyjnych i nie narusza zapisów miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego – podkreśla dyrektor Lekaro. I wyjaśnia: – Tego typu działania stanowią standardowy element działalności operacyjnej i mają związek z zakończeniem realizacji umów na odbiór odpadów w poszczególnych gminach – wyjaśnia Leszek Zagórski, dyrektor Lekaro.
Firma zaprzecza i ostrzega
Do naszej redakcji wpłynęło także pismo od pełnomocnika firmy Lekaro. Spółka kwestionuje używane w mediach społecznościowych określenia o „nielegalnym składowisku w Gliniance” i pisze wprost, że taki tytuł jest „całkowicie fałszywy”. Firma nie zgadza się także z twierdzeniami o bezpośrednim zagrożeniu epidemiologicznym, środowiskowym i prawnym. W piśmie Lekaro podkreśla, że na działce znajdują się pojemniki, które – według spółki – nie są odpadami i nie zawierają odpadów. Firma powołuje się przy tym na ustawową definicję odpadów i przekonuje, że same pojemniki, jako przedmioty wielokrotnego użytku, nie stają się odpadem tylko dlatego, że służą do gromadzenia śmieci. Z tego spółka wyciąga wniosek, że nie można mówić ani o składowisku odpadów, ani o składowisku nielegalnym.
Firma odnosi się również do przeznaczenia terenu. Wskazuje, że działka w Gliniance przez kilkadziesiąt lat była wykorzystywana na potrzeby działalności gospodarczej (są tam budynki magazynowo-gospodarcze), a znaczna część terenu jest utwardzona. W piśmie podniesiono, że mimo zmiany przeznaczenia w miejscowym planie teren może być nadal wykorzystywany „w sposób dotychczasowy” aż do czasu zagospodarowania go zgodnie z planem. Spółka twierdzi też, że żaden z właściwych organów, w tym Inspekcja Ochrony Środowiska, nie zgłosił zastrzeżeń do czasowego przechowywania pojemników na działce firmy. Jak wynika z pisma, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska nie stwierdził również uciążliwości zapachowych w rejonie tej nieruchomości.
Na koniec kancelaria wskazuje, że rozpowszechnianie informacji o „nielegalnym składowisku”, które ma rzekomo stwarzać zagrożenie dla wszystkich, narusza dobra osobiste spółki. Lekaro zastrzega, że jeśli autorzy wpisów nie usuną tych treści, firma będzie dochodzić swoich praw na drodze sądowej, w tym także zadośćuczynienia w wysokości co najmniej 100 tys. zł.




















![Policja zatrzymała dilera w Otwocku [FILM]](https://media.przegladotwocki.pl/avdata/video/2026/04/14/.img/6995b17a8c5b3bb984bec57e36bc373ab6627469.webp)






Napisz komentarz
Komentarze