Otwock może skrywać jedną z najbardziej dramatycznych kart swojej powojennej historii. Prezydent miasta Jarosław Margielski poinformował o nowych dokumentach i analizach, które wskazują na możliwość istnienia nieodkrytych masowych grobów na terenie miejscowego cmentarza. Według wstępnych ustaleń mogą tam spoczywać żołnierze Armii Krajowej, ofiary NKWD i Urzędu Bezpieczeństwa. Jak zaznacza prezydent Otwocka, zebrany materiał ma charakter hipotezy opartej na archiwaliach, relacjach świadków i analizie zdjęć lotniczych. Wymaga on jednak specjalistycznej weryfikacji.
Masowy grób z 1989 roku
Jak podkreśla prezydent Otwocka sprawa ma swój początek w maju 1989 r., gdy pomiędzy starą a nową częścią cmentarza odkryto masowy grób z niezidentyfikowanymi szczątkami. Ekshumację zakończono 26 maja 1989 r. – Szczątki nie zostały wówczas zidentyfikowane – zaznacza prezydent miasta Jarosław Margielski. I dodaje, że umieszczono je w 10 trumnach i pochowano w mogile zbiorowej. – Oficjalnie zakwalifikowano je jako „ofiary epidemii i pacjentów szpitali pochodzenia niemieckiego” – wyjaśnia prezydent Otwocka.
Teczka ze złotymi zębami
W ostatnich latach do Urzędu Miasta trafiły dokumenty z prac dotyczących ekshumacji. – Zwróciła się do mnie Naczelnik Urzędu Skarbowego w Otwocku, Jolanta Warpas. Po przeprowadzonej inwentaryzacji poinformowała, że w sejfie otwockiego Urzędu Skarbowego znajdują się depozyty z ekshumacji przeprowadzonej w 1989 r., m.in. złote zęby, mostki, koronki – wyjaśnia prezydent Otwocka. – Protokolarnie odebrałem koperty zawierające zęby i koronki z ekshumacji z 1989 r., a także całą teczkę oryginalnych dokumentów z przeprowadzonych prac – podkreśla prezydent miasta Jarosław Margielski, który zlecił zeskanowanie dokumentów oraz przepisanie ręcznych oświadczeń do wersji maszynowej.

Tajemnica przy cmentarzu
W tych dokumentach znalazły się niezwykle istotne, wcześniej nieznane publicznie świadectwa. W materiałach z 1989 r. znajdowały się m.in. relacje świadków, którzy wskazywali na istnienie poniemieckiej strzelnicy przy cmentarzu (ul. Andriollego). Według tych świadectw mogło tam dochodzić do potajemnych pochówków żołnierzy Armii Krajowej.
Relacje, które nie dawały spokoju
Prezydent Otwocka tłumaczy, że po odkryciu masowego grobu w 1989 r. w prasie ogólnopolskiej apelowano do wszystkich osób, które mogły posiadać wiedzę na temat odnalezionych szczątków, o zgłaszanie się i składanie relacji. – Na ten apel odpowiedziało kilka osób, wykazując się przy tym dużą odwagą – zaznacza prezydent miasta Jarosław Margielski. – Dwie z tych relacji szczególnie zapadły mi w pamięć i przez lata nie dawały spokoju. To oświadczenia Stanisława Rosłańca i Czesławy Linkowskiej – podkreśla. I dodaje, że przez kolejne lata, przy każdej nadarzającej się okazji, pytał lokalnych historyków oraz starszych mieszkańców o wspominaną w tych relacjach strzelnicę znajdującą się na tyłach cmentarza. – Wskazywano jedynie starą strzelnicę za Muzeum Ziemi Otwockiej oraz miejsce ekshumacji z 1989 r., gdzie ofiary zakwalifikowano jako pacjentów szpitali, a nie żołnierzy Armii Krajowej. Znane lokalizacje nie odpowiadały jednak szczegółowym i spójnym opisom przedstawionym przez świadków – wyjaśnia prezydent Otwocka.
Gdzie jest mogiła niemal 600 osób?
Przez lata nie udało się jednoznacznie ustalić lokalizacji strzelnicy opisywanej w relacjach świadków. Przełom nastąpił w lutym br., podczas aktualizacji dokumentacji Gminnej Ewidencji Zabytków. – W urzędzie konserwatora zabytków odnaleziono kartę opisu starego otwockiego cmentarza – informuje prezydent miasta. – Dokument odnosi się do nowego, dotąd niezidentyfikowanego miejsca na terenie nekropolii, w którym (według relacji) zlokalizowana jest mogiła zbiorowa niemal 600 osób, określonych jako więźniowie więzienia mokotowskiego: żołnierzy AK oraz Wehrmachtu – podkreśla Jarosław Margielski, który opublikował zdjęcia dokumentów.
W Karcie Cmentarza zapisano, że chodzi o „mogiłę zbiorową żołnierzy polskich i jeńców niemieckich” zlokalizowaną w dawnym rowie („rzeczce”) na rogu ulic: Narutowicza i 3 Maja w Otwocku (i w głąb lasu). W ręcznym opisie wskazano, że w pierwszych latach po wojnie grzebano tam „zastrzelonych w więzieniu mokotowskim żołnierzy polskich A.K. oraz jeńców niemieckich”. Miejsce pochówku opisano jako rów o długości ok. 40 metrów i szerokości ok. 3 metrów, który zlokalizowano za cmentarzem parafialnym (ul. Andriollego).
„Depczecie po grobach pomordowanych”
Prezydent Otwocka tłumaczy, że o sprawie rozmawiał także z urzędnikami ratusza. I wyjaśnia, że w trakcie jednej z takich rozmów kierownik Biura Prasowego Urzędu Miasta przypomniała sobie zdarzenie sprzed około 35-40 lat. Wtedy zbierała z mamą grzyby w okolicach cmentarza i spotkała starszą kobietę. Powiedziała, że „chodzą po grobach polskich żołnierzy” oraz że „w tym miejscu zakopani są pomordowani polscy żołnierze i prawda o tym miejscu kiedyś wyjdzie na jaw”.
Jak przyznaje prezydent Otwocka, takie relacje budziły wątpliwości i wymagały weryfikacji (dowodów). Kluczem mogły być archiwalne zdjęcia lotnicze okolic cmentarza, jednak w ostatnich latach nie udało się ich odnaleźć. Dlatego prezydent Otwocka wraz z dyrektorem MOKTiS ponownie podjęli poszukiwania. Trop doprowadził do amerykańskich archiwów.

Czy strzelnica naprawdę istniała?
– Okazało się, że w ostatnim czasie w zasobie NARA (National Archives and Records Administration) udostępniono w internecie przejęte przez CIA zdjęcia lotnicze Luftwaffe z lat 1939-1944. Dwa z nich przedstawiają teren otwockiego cmentarza z 1944 r. Widać na nich dwie poniemieckie strzelnice: mniejszą, gdzie w 89’ prowadzono ekshumacje, oraz większą (dotąd nieprzebadaną), a także wieżę obserwacyjną – mówi prezydent Otwocka. I dodaje, że przeskalował, zwymiarował odnalezione zdjęcia lotnicze z 1944 r., a potem porównał je z aktualną mapą cmentarza, szczegółowymi danymi pomiarowymi terenu (LiDAR) oraz mapą odnalezioną u konserwatora zabytków.
Prezydent miasta Jarosław Margielski podkreśla, że zapomniana strzelnica, o której nie zachowały się już żywe relacje, rzeczywiście istniała. Jak zaznacza, znajdowała się w zadrzewionym pasie między starą a nową częścią cmentarza, co potwierdzają dane pomiarowe terenu (LiDAR). Ta sama analiza wskazuje również na ślad dawnego koryta Pogorzelskiej Strugi.
Współpraca z IPN
Prezydent Otwocka podkreśla, że zebrane informacje tworzą spójny materiał wymagający dalszej weryfikacji. I zapewnia, że w najbliższym czasie planowane są nieinwazyjne badania georadarowe, które mają potwierdzić bądź wykluczyć istnienie mogił. W tej sprawie Urząd Miasta jest w stałym kontakcie z Instytutem Pamięci Narodowej, a także z historykiem Janem Kasprzykiem oraz Tadeuszem Płużańskim, prezesem Fundacji „Łączka”, zajmującej się upamiętnianiem ofiar zbrodni komunistycznych.
Apel o świadectwa
Jarosław Margielski apeluje do wszystkich osób, które mają wiedzę bezpośrednią lub przekazaną przez członków rodzin na temat działalności UB i NKWD oraz możliwych miejsc pochówku na terenie Otwocka, w których mogą spoczywać żołnierze AK, NSZ, WiN i innych organizacji niepodległościowych, o kontakt z Urzędem Miasta. Informacje można przekazywać drogą mailową na adres: [email protected] lub [email protected], a także telefonicznie pod numerem 22 779 20 01, wew. 302.

Komunistyczne centrum represji w Otwocku
Jak podkreśla prezydent miasta, w pierwszych latach po II wojnie światowej w Otwocku funkcjonowało ścisłe kierownictwo komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, odpowiedzialne za represje wobec polskich patriotów oraz żołnierzy podziemia niepodległościowego. – W Otwocku (naprzeciwko SP 6) znajdowała się willa Józefa Światły (Izaaka Fleischfarba), wysokiego funkcjonariusza Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – podkreśla prezydent miasta Jarosław Margielski. – Był współodpowiedzialny za organizację i sfałszowanie referendum ludowego z 1946 r. oraz wyborów z 1947 r., po którym komuniści przejęli władzę w Polsce na prawie 50 lat.
Józef Światło uczestniczył w aresztowaniach i przesłuchaniach działaczy podziemia niepodległościowego oraz w działaniach aparatu bezpieczeństwa wobec kościoła, w tym w zatrzymaniu prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego – podkreśla Margielski. I dodaje, że w Otwocku stacjonowała także grupa operacyjna NKWD dowodzona przez płk. Michaiła Lichaczowa, współpracownika i zastępcy ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRS Iwana Sierowa. Na terenie miasta działał także obóz filtracyjny NKWD nr 11 – Punkt Przyjęć Jeńców Wojennych 1. Frontu Białoruskiego oraz Wojewódzka Komenda Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Otwock był w tym okresie jednym z ważnych ośrodków funkcjonowania komunistycznego aparatu bezpieczeństwa.

Wstrząsające relacje świadków
W dokumentacji z 1989 roku, zabezpieczonej po ekshumacjach na otwockim cmentarzu, znajdują się odręczne oświadczenia mieszkańców, którzy – jak twierdzili – byli bezpośrednimi świadkami wydarzeń z pierwszych lat po wojnie.
Jedno z nich złożył Stanisław Rosłaniec, urodzony w 1934 roku mieszkaniec Otwocka. W swoim oświadczeniu opisał sytuację z końca 1945 roku, gdy w budynkach dzisiejszego Liceum Ogólnokształcącego oraz dawnego pensjonatu „Kasztelanka” miały funkcjonować wojskowe „szpitale”, w których przetrzymywano więźniów. „Pod koniec 1945 roku w szpitalach tych pojawili się nowi ludzie. Byli to Polacy – więźniowie, których pilnowało wojsko” – relacjonował. Widział, jak byli rozbierani i goleni, eskortowani przez uzbrojonych żołnierzy w zielonych mundurach. Więźniowie mieli chodzić w szarych piżamach, w chłodne dni okryci kocami. Z rozmów, jak zapisał świadek, wynikało, że byli to żołnierze Armii Krajowej z okolic Wilna. „Twierdzili, że żywi stąd nie wyjdą” – czytamy w oświadczeniu. Proponowali złote obrączki i łańcuszki w zamian za cywilne ubrania potrzebne do ucieczki. Z czasem – jak relacjonował Rosłaniec – więźniów ubywało, a „szpitale-więzienia” zostały zlikwidowane.
Świadek opisał również zasypywanie poniemieckiej strzelnicy znajdującej się w pobliżu cmentarza. Wskazywał na świeże ślady opon samochodowych i nocne przyjazdy nieznanych pojazdów. „Wszyscy byliśmy przekonani, że miejscem spoczynku tych ludzi jest zbiorowa mogiła w strzelnicy obok cmentarza” – napisał.
Drugie z oświadczeń złożyła Czesława Linkowska, która opisała wydarzenia z 29 lub 30 lipca 1945 roku. Według jej relacji, wieczorem przy cmentarzu zatrzymał się wojskowy samochód ciężarowy przykryty brezentem. Mężczyźni mieli szybko wykopać rów, a następnie zrzucać do niego – jak zapisała – „nagie, wychudzone i sztywne ciała ludzkie”. Po zasypaniu rowu samochód odjechał tą samą drogą.
W dokumentach znajduje się również oświadczenie Ryszarda Molaka, który opisał wizytę w budynku przy ul. Reymonta w latach 1946-1947. Według jego relacji w pomieszczeniach przebywały osoby siedzące pod ścianami, a w jednym z pokoi miał zobaczyć przerażającą scenę przemocy wobec nagiego ciała ludzkiego. „Przerażony uciekłem z tego miejsca” – zakończył swoje oświadczenie.




























Napisz komentarz
Komentarze