Najwyraźniej odpadki z pojemnika na bio pachniały dzikowi tak obiecująco, że kiedy próbował się do nich dostać, wpadł do kosza. A potem zaczęły się kłopoty, bo wyjść już nie mógł. Uwięziony dzik kwiczał i wzywał pomoc. Reszta stada kręciła się obok i próbowała go ratować, ale bez skutku.
– Dziki regularnie robią u nas przegląd zawartości koszy: grzebią, przewracają pojemniki i zostawiają po sobie niezły bałagan. Dlatego przywiązaliśmy kosze do drzewa i faktycznie trochę to pomaga. Jak jednak widać, jeden z amatorów nocnego bufetu okazał się wyjątkowo ambitny. Nie wystarczyło mu zajrzeć do środka, postanowił wejść cały. No i biedak wpadł jak śliwka w kompot – komentują w rozmowie z „Przeglądem” okoliczni mieszkańcy.
Wczoraj około godz. 23.00 mieszkańcy usłyszeli jazgot i kwiczenie. Zadzwonili na policję i zgłosili, że przy domach w okolicy ul. Warszawskiej w Otwocku Śródborowie dzik potrzebuje pomocy i nie można go zostawić na pastwę losu. Na pomoc zwierzakowi ruszyli policjanci i otwoccy strażacy, m.in. druhowie z OSP Otwock Jabłonna. Strażacy szybko uwolnili go z pułapki. Najpierw odcięli linkę, którą pojemnik był przywiązany do drzewa, a gdy kosz przewrócił się na ziemię, podnieśli klapę. Wtedy dzik wyskoczył jak z procy i pognał do reszty stada.



Napisz komentarz
Komentarze